poniedziałek, 30 czerwca 2014

#05. Niedzielne podsumowanie & Poniedziałkowe postanowienia

Czas na podsumowanie ostatniego tygodnia nauki w mojej kochanej szkole.

ile trwał rok szkolny?

Ogólnie, był to dosyć dziwny tydzień, gdy chodziło się do szkoły w dowolnych godzinach i nikogo nie dziwił ten stan życia. I takie nie wiadomo co: czy to już wakacje, czy to jeszcze rok szkolny? 
W każdym razie, lato! 


W tym nietypowym okresie: 


Filmik dla klasy - mission completed.  
Udał się plan, realizowany już od paru tygodni. Nikt się nie domyślił, o co chodzi, a jakaś pamiątka zawsze jest. I wyszło nawet lepiej, niż początkowo planowałam, a wszystko z pomocą koleżanki, która pięknie zmontowała całość. Miło się ogląda, a to najważniejsze.


Upiekłam drugie ciasto dla klasy. 
I znowu nikt nie zginął. Chyba. Hura? 

Odbyłam kilka wieczornych wypraw na rolki. 
Fajna sprawa, zwłaszcza, że już nie pamiętam, kiedy ostatnio jeździłam bez żadnego towarzystwa, w ciszy i spokoju. A kontemplowanie zachodu słońca z widokiem na pół miasta i ulubioną muzyką w słuchawkach... Coś wspaniałego. 
Miasto moje, a w nim 

Obejrzałam pierwszy od dłuższego czasu przedwojenny film: "Co mój mąż robi w nocy". 

Fabuła lekka i nieskomplikowana: pan stracił majątek i pracuje po nocach jako kelner, natomiast jego żona posądza go o romans. Sporo piosenek, powolna akcja i wolne, długaśne ujęcia - coś bardzo typowego dla tego okresu. 


Ogólnie, film byłby w porządku, gdyby nie pewien niesmak: otóż przemiły producent podał na odwrocie opakowania płyty zakończenie filmu. Dzięki, kimkolwiek jesteś! 



Niemy film pożyczony od brata uśmiecha się do mnie. 
Wiem, wiem, nie wyszczególniałam filmów niemych w swoich zadaniach, ale skoro już oglądam przedwojenne, wypadałoby zobaczyć coś takiego.
I tak, "Mocny Człowiek" leży i patrzy się, uśmiecha, a ja jakoś nie mogę się zdobyć na to, żeby do niego podejść. Może za tydzień, może za dwa. Hm.




Obejrzałam polecony mi film "Pasażerka".Polski film z lat 60. Bardzo nietypowy film o obozie koncentracyjnym. 
Dlaczego nietypowy? Ponieważ reżyser umarł w trakcie jego kręcenia, a ekipa dokończyła film samodzielnie. Nie kręcili jednak następnych scen, tylko zmontowali to, co zostało wcześniej przygotowane, podkładając narratora, który wyjaśnia, o co chodzi. I tak powstał około 58-minutowy film, składający się z typowego filmu i z garści zdjęć opatrzonych komentarzem.

 Coś pięknego, wartego uwagi. A słowa: "Strach pomyśleć, co by było, gdyby został dokończony", pasują jak ulał. 

Zaczęłam oglądać rodzinne filmy sprzed lat. 
Jestem właśnie po studniówkach mojego rodzeństwa i ich Pierwszych Komuniach. Cóż. Może to i zabiera sporo czasu, ale warto. Zobaczyć swoją matematyczkę we fryzurze sprzed 15 lat, obejrzeć własne liceum, pośmiać się z ówczesnej mody czy muzyki, posłuchać, o czym rozmawiało i jak się zachowywało rodzeństwo, gdy było w aktualnym wieku własnych dzieci... Takie rzeczy tylko podczas seansów z udziałem starych rodzinnych filmów. 


na bogato, czyli popołudniowy seans ^^ 


Na ten tydzień planuję: 

Wywołanie wszystkich zaległych zdjęć. 
...Czyli cała 3 klasa gimnazjum i 1 klasa liceum do ostatecznego przejrzenia, wywołania i posegregowania.  

Przygotowanie kopii ulubionych zdjęć. 
Tutaj już w większości gotowe, ale zamierzam jeszcze raz przejrzeć wszystkie fotki i wybrać najlepsze. Ale te akurat będę pewnie wywoływać oddzielnie, bliżej września. Kto wie, czym wakacje nas zaskoczą. 

...Wizytę w bibliotece. 
Pani bibliotekarka widzi mnie zaledwie parę razy do roku, gdy przychodzę po kilkanaście książek, oddając mniej więcej tyle samo przeczytanych, więc mam nadzieję, że ucieszy się na to spotkanie. 

Odbiór mojej koszulki z logo szkoły. 
Już jest gotowa! A ja będę ją mieć u siebie lada dzień.

Pierwsze wyprawy (i ich organizację) do pobliskich (lub nieco dalszych) miejscowości. 
Rowerem na razie jeżdżę do tych bliższych, ale optymalne założenia są ambitne. Jeśli dojadę rowerem tam, gdzie teraz muszę autobusem... Cóż, będę z siebie dumna.
A jeśli w ogóle gdziekolwiek dojadę lokalnymi autobusami i nie wysiądę na 15 innych stacjach, to duma będzie jeszcze większa. 


Początek oficjalnego zwiedzania mojego miasta na rowerze. 

Aparat w dłoń i ruszamy na rozpoznanie terenu! Moja mała ojczyzna czeka. 

Zrobić karpatkę. 
Pomocnik się znalazł, można piec. Może tym razem krem wyjdzie. :D 

Obejrzeć to, co pożyczyłam od brata. 
Parę filmów czeka. Przedwojenne i nie tylko, ale wszystkie warte obejrzenia. Do boju!

Obejrzeć do końca stare filmy rodzinne. 
Został już tylko mój chrzest i może coś tam bonusowego, więc jest szansa, że się wyrobię. Niewielka, ale jednak. :D


Zacznę też realizować swoje projekty. Ale postaram się na tym nie poprzestać.


 Ten tydzień w migawkach: 

mój ukochany blok czekoladowy z mojej ulubionej piekarni x2; Aga czasem też coś piecze heheszky;
owocowy dzień i radosny melon; moja ulubiona pizza, czyli 2 x 1/2 pyszności w dobrym towarzystwie, wieczorne kakao';  budyń o trzeciej nad ranem; impreza rodzinna pełna Coca Coli i m&m'sów. 

mój stary telefon tak dobrze się trzyma; wyprawa na czereśnie z Joanem;
radosny brylok od brata; nie, wcale nie wiem, kto położył telefon mojej siostry na suszarkę do prania, naprawdę nie wiem, kto ma takie pomysły. 

Życzę wszystkim miłych wakacji, wykorzystajcie je dobrze. I niech moc będzie z Wami! 
Pozdrawiam serdecznie! 

sobota, 28 czerwca 2014

Coś się kończy, coś zaczyna - wakacyjne plany

Post nietypowy, post spoza kolejki.
Post, którego dodania obawiałam się najbardziej.
"Bo niektóre dni nadchodzą, chociaż zupełnie tego nie chcemy".
Walka z czasem, walka z wiatrakami i takie tam.


Większość osób czeka na wakacje z niecierpliwością.

Dlaczego? Powodów jest wiele.
Nie trzeba wcześnie wstawać. Nikt nie zmusza do nauki. Brak sprawdzianów, brak szkoły. Może nie ma konieczności oglądania tych, za którymi się nie przepada. Jest mniej ograniczeń i więcej czasu na spotkania z innymi ludźmi. Można podróżować. Można zrobić coś niesamowitego, zmienić coś w swoim życiu.
I właśnie jest mój plan.
Skoro już muszę mieć wakacje (ogólnie byłoby w porządku, ale w tym momencie życia są mi jakoś bardzo nie na rękę), zamierzam je wykorzystać tak, żeby nie był to czas zmarnowany. A przynajmniej, nie całkowicie, bo trochę pomarnować go trzeba.W końcu to wakacje, nie?


Wakacyjne przedsięwzięcia 


1) Z kuchni do filmu, z filmu do kuchni
Robocza nazwa mojego planu na połączenie pasji filmowej z kulinarną.
Zamierzam podjąć się zadania odtworzenia smaków z ukochanych filmów. W niektórych przypadkach będę korzystała z przepisów, w innych - działała "na czuja". Jeżeli nikt nie zginie, dom przetrwa, a ja do tego uzyskam jakąś ciekawą potrawę rodem z filmu, będzie po prostu "mission completed".



jedna z lektur na wakacje ^^ 

2) Żegnajcie, słodycze!
30 dni bez słodyczy innych, niż domowe, czyli walka z "uzależnieniem" (o którym zresztą będę jeszcze pisać).
Co będzie zakazane?
Ciastka, ciasta, wyroby czekoladowe, żelki, cukierki, batony. Wszystko w tym stylu.

Co będzie dozwolone?
Wypieki własnej roboty. Budyń, kisiel, galaretki. Owoce, owoce suszone (czy ktoś to w ogóle uznaje za słodycze? :O). Generalnie, daktyle i morele to nadal moi przyjaciele. Może trochę się odsunęliśmy, ale wszystko do odbudowania.



3) Sport każdego dnia.
Może i to oczywiste, ale będę się z tym bardziej pilnować poprzez tzw. dziennik aktywności. Nadszedł czas, żeby zwracać uwagę na swoje postępy, np. czy skraca się czas biegu. Poza tym, mam misję, żeby dojechać rowerem do trzech miejscowości oddalonej co najmniej 20 km od mojego miasta i nie ma tu miejsca na porażki.




4) Zwiedzanie najbliższych okolic (powiatu - w domyśle).
Zapowiadają się podróże autobusowo - rowerowe, łączące w sobie realizację zadań związanych z jazdą na rowerze oraz tych, dotyczących moich umiejętności poruszania się lokalnymi PKS-ami (a raczej ich braku). W każdym razie, będę zwiedzać, poznawać miejscowości i robić zdjęcia tabliczkom z nazwami miejscowości. Postaram się zaangażować też znajomych, którzy mieszkają w danym miejscu. Bo kto lepiej oprowadzi po jakimś terenie, niż osoba, która żyje tam na co dzień?




5) Poznawanie swojego miasta na nowo.
Ostatnio zastanawiam się, czy właściwie znam miejsce, w którym mieszkam. Są części miasta, w których nie byłam chyba nigdy lub takie, które ostatnio odwiedziłam mniej więcej milion lat temu. Nie mówię, że w dwa miesiące poznam całość jak własną kieszeń, ale warto lepiej poznać własne okolice.




6) Uczestniczenie w ciekawych wydarzeniach kulturalnych.
Nie bardzo wiem, co przez to rozumiem, ale plan jest taki, żeby to sprawdzić w praktyce. Do stolicy daleko nie jest, a pewnie coś się tam będzie działo. Nie można obok tego przejść obojętnie!





7) Realizacja wszystkich postanowień.
W skrócie: mojej listy opublikowanej na blogu oraz innych np. ułożonej z Joanem.


8) Odkrycie czegoś nowego. 
W każdym tego słowie znaczeniu. Może odkrycie czegoś nowego w drugiej osobie? Może w swoim życiu? Może w swoim miejscu zamieszkania? Może poznanie ludzi, którzy zmienią więcej, niż można by się spodziewać? Zobaczymy.

9) Organizacja kilku interesujących akcji. 
Nie jestem jeszcze pewna, co do konkretów, więc na razie potraktuję Was ogólnikami. Trzeba będzie zrobić coś niesamowitego; zorganizować coś, co powali wszystkich. Ale co? Okaże się wkrótce.


10) Dobra zabawa!
Od tego przecież są wakacje, prawda? A więc - w miarę możliwości - urlop od trosk i świetna zabawa!


Zrealizowałam istotną część niespodzianki dla klasy.
Jest filmik pożegnalny, który, pomimo problemów technicznych, ostatecznie znalazł się w zasięgu adresatów. Czy go obejrzeli i jak bardzo się skupili - nie wiem, nikogo zmuszać do niczego nie będę. ;) Mam jednak nadzieję, że się spodobał, a przynajmniej - przypomniał ludziom, jaki to był rok - a działo się i to co nie miara.



Mogłabym o zakończeniu opowiadać jeszcze długo, ale powiedzmy to sobie szczerze: po co wylewać swoje smutki "w internetach"? Będzie dobrze! A swoją klasę będę nawiedzać przy każdej możliwej okazji. Niektórych nawet bardziej; liczę, że nie skończy się to oskarżeniem mnie o manię prześladowczą czy sądowym zakazem zbliżania się. Chętnie porozpisywałabym się na temat swoich wspomnień, wyjątkowości swojej klasy czy niektórych ludzi w szczególności, ale sądzę, że oni dobrze wiedzą, co o nich sądzę i dalsze słodzenie jest po prostu niepotrzebne. Zresztą, może na takie rzeczy przyjdzie jeszcze czas.
Kto wie, kto wie.
moje kompendium - piękne, acz nieprzydatne w tym momencie życia

Najbardziej cieszy mnie to, że przetrwałam na mat-fizie. Satysfakcja ogromna, zwłaszcza, że gdy rok temu zdradzałam publicznie swoje plany wyboru profilu, większość osób pukała się w głowę z zażenowaniem. "Może i ogarniasz w miarę wszystko, ale jesteś przede wszystkim humanistką. Humanistka na mat-fizie? Nie przejdzie!".
No więc, przeszło. Jakoś zdałam, pierwsza klasa nie była aż taką tragedią. :D
Nie taki mat-fiz zły, jak go malują.


zdjęcia fragmentów świadectwa dla podkreślenia jednego: byłam na mat-fizie i przetrwałam!
buahahahahahahahahahahahahahahahaha! <triumfalny_śmiech>

W nastroju rodzinno - refleksyjnym, kończę dzisiejszy post, patrząc z - mimo wszystko - radością na nadchodzące dni. :D
Uwaga, moi mili, nadszedł czas na zasłużony odpoczynek! (Bo na pewno jeszcze nie wiecie...)
Pozdrawiam wszystkich ciepło!

wtorek, 24 czerwca 2014

#04 Podsumowanie przedziału czasu 2 - 5 czerwca & 16 - 22 czerwca

Dzisiejsze podsumowanie dotyczy czasu przed wycieczką i po niej. 
Konkretnie: 2 - 5 czerwca oraz 16 - 22 czerwca. 
Parę następnych dni chcę zamknąć w innym podsumowaniu, które pojawi się już niebawem. 

Czasu niby niewiele, ale trochę udało się zdziałać.
Choć generalnie większość "osiągnięć" związane jest z planowaniem dalszych kroków i organizacją tego, co będzie miało miejsce w niedalekiej przyszłości. 


Realizacja zadań związanych ze szkołą i klasą - wysoki poziom zaawansowania. 
Cóż. Trzymam się dalej mocno klauzuli milczenia związanej z tym tematem, aczkolwiek nie będę ukrywać, że przez ten czas przede wszystkim skupiałam się na tych kategoriach mojej listy.
Kolekcjonowanie filmików i fotografii, pogawędki z dyrekcją, pieczenie dla ludzi z klasy i takie tam różne (peryfrazy na wysokim poziomie ^^) zajęły sporo czasu, ale myślę, że było warto. Zresztą, wkrótce się okaże. 

Upiekłam 2 ciasta dla klasy. 
Jedno - brownie, drugie - mleczne. Chyba nikt się nie zatruł, a na pewno wszyscy przeżyli, więc nie mogę narzekać. Oni, mam nadzieję, też nie. 

Obejrzałam pierwszy sezon "Gry o Tron". 
O rany. Polecam, polecam, polecam! Bardzo emocjonujący serial, choć strasznie dużo się dzieje. Akcja przeskakuje z miejsca na miejsce bardzo szybko już na tym etapie, a mój brat mówi, że później będzie tylko trudniej się połapać. No nic, wygląda na to, że będę musiała zbierać kilka odcinków i oglądać je jeden po drugim. Może w ten sposób uda się nie pogubić w wątkach? 


Pożyczyłam od brata kilka filmów.
I do tego zobowiązałam się, że skończę je oglądać przed sobotą. Tempo niezłe, ale damy radę! Nie muszę dodawać, że 3 z nich pochodzą sprzed II Wojny Światowej? 
Stare kino to zupełnie inny rodzaj sztuki, niż współczesny. Nie jestem w stanie ocenić, czy gorszy, czy lepszy - po prostu inny. Akcja płynie wolniej, a dykcja aktorów... Coś pięknego, jakby człowiek cofnął się z 80 lat (co w sumie dzieje się naprawdę :D). Osobiście, polecam. 
Jak na razie niezbyt mnie ciągnie jedynie do filmów niemych. Jak mi się przypominają te wszystkie "Kreciki" czy "Bolki i Lolki", którymi zachwycali się swego czasu równieśnicy, a którzy dla mnie byli nudni i cichociemni, aż się boję w ogóle włączać taki film.
Ale jakoś w wakacje na pewno się przełamię, obiecuję! 


Uporządkowałam zdjęcia. 
Czyli w skrócie: przygotowałam sporo do wywołania i wybrałam te, które chcę mieć w dwóch kopiach, aby jedną móc zabrać ze sobą do nowej szkoły. Wszystko jest więc już w gotowości; nic, tylko wywoływać - a to już wkrótce, w wakacje. 

Ogarniam powoli różne kwestie organizacyjne związane z przyszłą szkołą. 
W dużym skrócie: wypełniamy z rodzicami różne dokumenty, myślimy nad różnymi kwestiami związanymi z podróżą i tworzymy plan działania na wakacje. 
Lada moment ruszymy z mundurkiem, a póki co, mamy już dopięte szczegóły pierwszej podróży do szkoły i mojego powrotu do Polski. Wylatuję 6 września, wracam - 18 października. W każdym razie, taki jest plan. 

Uczę się operacji bankowych, szukania środków komunikacji i... podróżowania autobusami w okolicach mojego miasta. 
Tak, zdarzają się tacy, którzy sobie nie radzą z autobusami podmiejskimi. Co jest zresztą komiczne, bo właściwie tylko u siebie, we własnym powiecie nie ogarniam, co, gdzie i jak. Ale nic to! Wkrótce wakacje, a ponieważ - przynajmniej na początku - nie wszędzie dojedzie się rowerem, czas na Wielki Test. Jeśli przetrwam, dotrę do różnych miejscowości, a nawet wrócę do domu, jest szansa, że zrealizuję wszelkie plany, a jest ich nie mało. 



Migawki z tego czasu: 


Kulinaria
czereśnie; blok waniliowy; z cyklu: "zakupy w Tesco - jak żywić się na mieście", czyli Milka&Cini Minis;
w kawiarni x2; 1kg szczęścia 

Czasem gotuję 
brownie dla klasy z magiczną poświatą; nauka smażenia pełną gębą i jajecznica; ciasto tak bardzo z owocami 



Edukacja pełną gębą 

pozdrawiamy z historii; mój piórnik też jest wypchany; tablice z fizycznej; teraz już ze stadem koni x2;
moje ukochane schody; nauka fizyki;
 znalezione: moja klasa mnie kocha, czyli jak I "A" robi poważną listę chętnych na wycieczkę (jeszcze z grudnia) :D; podręcznik z fizyki 



Dlaczego niektóre działy chemii są takie interesujące? 

fascynacja chemią nie zna granic


Przygotowywanie prezentów 
przygotowanie muffin z napisami: raz z innymi dla kumpla na siedemnastkę,
  raz dla taty na Dzień Ojca

Z cyklu: "Odkryte, wcześniej niezauważone". 
piesek samochodowy; ołtarz po Bożym Ciele - a raczej jego pozostałości

Na ten moment urywam, ponieważ już w piątek chcę rozświetlić wszystkie wątpliwości, powyjaśniać to i owo i przedstawić swój plan na wakacje. Nie chcę za dużo powiedzieć, bo jest jeszcze za wcześnie, tak więc póki co... 
Życzę wszystkim mile spędzonych ostatnich dni roku szkolnego! 
Pozdrawiam serdecznie!