środa, 18 czerwca 2014

Rzymskie wakacje, czyli veni vidi vici

Po dłuższej przerwie, niż zamierzałam - powracam!

Dlaczego teraz, a nie wczoraj czy dwa dni temu?

To dość skomplikowana historia. Cały ten wyjazd był dość skomplikowany. Może tak jest w przypadku większości szkolnych wycieczek (zwłaszcza tak długich, wymagających pod każdym możliwym względem), ale sformułowanie "prawie padłam" nabrało nowego znaczenia.


Jak można podsumować tę wycieczkę, jednocześnie nie mówiąc zbyt wiele?

Przejechaliśmy tysiące kilometrów. Pieszo przeszliśmy kolejne dziesiątki. Dużo zwiedzania, niewiele snu. Dużo rozmów. Sytuacje komediowe, ale i tragiczne. Momenty, w których wielu przeżywało pewien kryzys. Kłótnie o byle co. Śmiech wtedy, gdy nikt by się nie spodziewał. Czasem bywało świetnie, innym razem - wręcz odwrotnie. Wydaje mi się, że nie ma osoby, w której życiu nic by się nie zmieniło w trakcie tej wycieczki albo bezpośrednio po niej. Każdy coś zyskał; każdy coś stracił. Myślę, że ta wyprawa mogła sporo zmienić, ale i utrwalić pewne relacje. Może tego teraz nie widać; może za tydzień też to nie będzie widoczne, ale prędzej czy później pewne sprawy wyjdą na wierzch.
Na ten moment kończę z filozofowaniem na rzecz wybranych fotek, które w jakiś sposób dotyczą tej niezapomnianej (zarówno dla uczestników, jak i opiekunów) wyprawy:


Podsumowanie obrazkowe


Wycieczka do Włoch to...


Żmudne przygotowania
prowiant na tydzień ^^

Piękne miejsca
Panteon; Wilczyca z Remusem i Romulusem; jakiś pałac


... I te zupełnie nietypowe. 
audiencja u papieża - wszyscy chcą widzieć; granica czeska; jak wchodzimy do toalety

Długie podróże 
bagaże w pociągu; PKS pozdrawia; na stacji w drodze do Rzymu; w serwisie

Niecodzienne zjawiska
buciory nowej generacji; na kremówkach; nowi przyjaciele z Włoch x2; walka o wodę - wodopój pozdrawia


Dużo jedzenia 
czekolada; rogal; granita; batony; kremówka; lody; pizza; żelki; czekolada biała w Czechach;
lody Smarties; lodowa kanapka; idealna czekolada z Lindta; deser kawowo-lodowy;
robię kanapki dla kolegów; baton proteinowy dla sportowców; czekolado-baton


Słodka oferta Austriaków 


... I zakupy we Włoszech
zbieramy kasę; pandy <3; makaron włoski


Noclegownie jak ze snu...
nasz hotel; nasz pokój; na kolacji


I czas spędzony, jak w jakimś koszmarze 
kartoteka szpitalna


Rozrywki "dla zabicia czasu", przynoszące więcej radości, niż można by pomyśleć 
gramy w karty - tutaj: kuku; moje imię na chodniku; piszemy referat nt. Monte Cassino 

Na wycieczce nie pilnowałam listy, postanowień, zadań. To były wakacje od obowiązków i czas poświęcony przede wszystkim innym. Z jakim skutkiem? Cóż. Zobaczymy. 

Wszystko, co dobre szybko się kończy. 
Wycieczka dobiegła końca; wkrótce podobnie stanie się z rokiem szkolnym. Ale, zanim to się stanie, czas na zrealizowanie do końca kilku zadań.
 Już wkrótce kolejne posty, postanowienia i podsumowania. Zapraszam serdecznie! 

czwartek, 5 czerwca 2014

#04 Opowieści stypendialne: "O metodach dwóch pewnych i kilku niepewnych, czyli jak można próbować zdobyć stypendium..."

A dziś ostatni post przed tygodniową przerwą, spowodowaną moją wycieczką "klasowo-szkolną".
Postanowiłam wrócić do dość ważnego tematu. Coś wspominałam na ten temat, ale jest to na tyle ważne i często poszukiwane zagadnienie, iż nie mogę go pominąć - chociażby z myślą o przyszłych pokoleniach kandydujących na stypendia.


Inne niż wspomniane wcześniej,
 znane mi metody na zdobycie dofinansowania na naukę za granicą. 



Numer 1: Wysyłanie listów do szkół
Jeden z bardziej czasochłonnych, ale też dających najlepsze rezultaty sposobów.

Polega na:
Wysyłanie listów/formularzy aplikacyjnych z danymi osobowymi, historią edukacji, zainteresowaniami itd. + (ewentualnie) CV po angielsku do wybranych przez siebie szkół.
Każda szkoła może jednak chcieć czegoś innego, pamiętajcie!

Zalety:
+ bez względu na wszystko, ćwiczysz umiejętność wypełniania dokumentów, kontaktowania się z nieznanymi ludźmi, co procentuje w przyszłości;
+ samodzielnie i z pełną świadomością wybierasz szkołę, w której chciałbyś się uczyć;
+ masz wielką szansę na uzyskanie stypendium (wielu osobom się udało!).

Wady:
- znalezienie szkół, zmierzenie się z papierologią – to wszystko pochłania sporo czasu;
- często trzeba się zmieścić w określonym terminie – deadline może być nawet w listopadzie (zależy od szkoły);
- może być trudno uzyskać odpowiednio wysokie stypendium (zdarzają się nawet stypendia pokrywające 10-50% kosztów nauki, a kto się orientuje w kwotach, o jakich mówimy przy brytyjskich prywatnych szkołach, ten wie, że to piechotą nie chodzi).




Numer 2: Szukanie firmy, która pokryje koszty nauki za granicą.
Sposób równie czasochłonny, ale też dość trudny – zwłaszcza, w dobie kryzysu.

Polega na:
wysyłaniu listów z prośbą o dofinansowanie nauki wraz z opisem swojej sytuacji finansowej, osiągnięć, zainteresowań, planów itd.

Zalety:
+ po raz kolejny: cenne doświadczenie w wypełnianiu dokumentów, kontaktowaniu się z obcymi sobie ludźmi, zachowaniu w oficjalnych sytuacjach;
+ gdy  bardzo zainteresujesz daną firmę, masz możliwość poznania z członkami jej zarządu, co może być inspirujące dla Ciebie i Twojej przyszłej kariery;
+ często można w związku z tym liczyć na pomoc nauczycieli czy rodziny, którzy często mogą wspierać Cię w poszukiwaniach lub po prostu pomóc dobrą radą.

Wady:
- bardzo trudny sposób, bo, po pierwsze - kryzys, po drugie – niechęć czy ostrożność firm w wydawaniu pieniędzy – trzeba mieć sporo szczęścia!
- często konieczność odpracowania w firmie tego, co wydała na edukację;
- zależność od firmy, z którą może być różnie – pod każdym możliwym kątem, a zwłaszcza – finansowym.



Na „numer 3” tak trudno było mi się zdecydować, że w końcu postanowiłam zamknąć swoją listę na tych dwóch. Możliwości natomiast na tym się nie kończą.

Alternatywnie: 

Żaden z wcześniej wspomnianych sposobów nie zadziałał? 
Spokojnie! 

Można jeszcze, m.in.:
- starać się o wyjazd na roczną wymianę zagraniczną;
- jeśli poziom języka obcego na to pozwala: pomyśleć o nauce np. w Niemczech;
- jeśli jest taka możliwość: skontaktować się z jakąś fundacją w celu wsparcia – teraz lub w przyszłości, jeśli chodzi o studia – jest bowiem sporo organizacji, które motywują i w jakiś sposób pomagają – może nie tyle finansowo, co dzięki odpowiednim ludziom i kontakcie z nimi, a więc...


Jeśli chcesz skończyć w Polsce liceum, a myślisz o zagranicznych studiach... 

Ucz się!
Brzmi banalnie, ale wbrew temu, co powszechnie się sądzi, na zagraniczne uczelnie można spokojnie dostać się też z polską maturą. Przykładowo, Cambridge przyjmuje już od 85-90% z matury rozszerzonej z wybranych przedmiotów. Wszystko jest do wypracowania. 

Szukaj programów stypendialnych! 
Jest dużo fundacji; może uda się uzyskać wsparcie finansowe od jakiejś firmy, kredyt studencki na pokrycie czesnego lub stypendium od uczelni... Trzeba tylko szukać. 


A może Erasmus? Lub inny program wymiany studenckiej?
A może studia w Niemczech, Holandii? Tam są bezpłatne; pieniądze nie muszą być więc barierą - jak to, niestety, często bywa. 
Ale więcej o tym być może w przyszłości. Być może. Bo kto wie, jak się potoczy życie? Nikt nie może dać gwarancji. 



A pytanie na dzisiaj brzmi
(Joan zainspirował jakiś czas temu): 


Wyobraź sobie, że jesteś sobą sprzed roku i wiesz, jak Twoje życie będzie wyglądało w 2014r. (Ewentualnie: sobą sprzed dwóch lat, trzech... No wiecie, o co chodzi.).

Czy byłbyś zadowolony/a z tego jak ono wygląda? 
Czy wykorzystałeś/aś dobrze ten czas?
Czy czekałbyś/ałabyś na 2014r. z niecierpliwością, czy wręcz przeciwnie? 



Zastanówcie się, a może odkryjecie coś ciekawego. Kto wie. ;) 


Na koniec dodam tylko, że z powodu wyjazdu realizacja pewnych postanowień będzie wyglądała inaczej, inne mogą zostać zawieszone... Z tego względu podsumowanie pojawi się dopiero 15.06 i będzie podsumowywało dwa tygodnie, a nie jeden, jak dotąd. No cóż, niech wyjątek potwierdza regułę.

Pozdrawiam Was serdecznie i biegnę się pakować, do napisania wkrótce!

niedziela, 1 czerwca 2014

#03 Niedzielne podsumowanie

Jest dobrze, a nawet bardzo. Jeden z najlepszych tygodni chyba w całym moim życiu. 


Małe „sukcesy” trzeciego tygodnia:


·       Wysłałam list i pocztówkę do dziewczynki z "Marzycielskiej Poczty". 
Trudno było coś sklecić i wyrazić odpowiednio to, co chciałabym jej przekazać, ale myślę, że ostatecznie się udało. Ostatecznie: +10 do satysfakcji. 



·       Zajęłam się twórczością trzech wybranych wykonawców/zespołów. 
Wybrańcy to: 

Atreyu 
Zespół amerykański, wykonujący muzykę na pograniczu rocka alternatywnego i metalu. Przesłuchałam parę razy dwóch płyt: "The Curse" i "Lead Sails Paper Anchor". 
Brzmienie niewątpliwie mocne. Ale polecam, polecam! Choć przyznaję, że zdałam sobie właśnie sprawę, iż ja i metalowa muzyka nie mamy ze sobą nic wspólnego co najmniej od dwóch lat.

Kabanos 
Zespół polski; metal alternatywny. Bardzo charakterystyczne są teledyski, które oglądałam: rysunkowe, wyglądają wręcz jak kreskówki. Słuchałam bardziej pojedynczych piosenek, niż całych płyt i stwierdzam, że są interesujące, w pewien sposób - intrygujące. Przykładowo: <klik> <klik> <klik>

Sandu Ciorba 
Rumuńskie disco-polo, need I say more? 
To jest... hm... dość... 
Nie, przepraszam, ale nie jestem w stanie sklecić sensownego zdania. Wybaczcie, musicie sami tego przesłuchać i na własną rękę poznać oryginalność tegoż wykonawcy.
Przykładowo: <klik <klik> <klik> 





·       Rozpoczęłam realizację pewnych zadań dotyczących mojej klasy. 
Co do mojej klasy, ogólnie - nie będę się wypowiadać na temat tych zadań i DO ODWOŁANIA nakładam na nie "klauzulę milczenia". Już wkrótce dowiecie się, dlaczego. 

· Dokończyłam czytanie książkowych zaległości z biblioteki. 
Tym razem obyło się bez porzucania książek z nudów.
Pani bibliotekarka na pewno się ucieszy, widząc mnie po paru miesiącach przerwy. Odpowiedzialność za to zrzucam na "Ogniem i mieczem", które opóźniało typowy ciąg czytania. 


Zrealizowałam jeszcze dwa inne zadania. 
"Wygrałam" w Heroes. 
Ale czemu było to pseudo zwycięstwo? W trakcie gry moja siostra dała mi z różnych powodów wolną rękę i sterowałam i za nią, i za siebie. No cóż. Nie było to zwycięstwo zupełnie fair, więc wkrótce będzie powtórka, tym razem "na poważnie". I wtedy zobaczymy, jakie będą rezultaty. 



Zrobiłam budyń. 
I to nie z proszku, a zupełnie domowy! No i nikt nie zginął, dwa sukcesy naraz. 





Rozpoczęte/zrealizowane bonusowe zadania


· Zagrałam z rodziną w "Kalambury". 
Było super; rodzinne turnieje gier planszowych to chyba jedno z fajniejszych zadań do realizacji przed wyjazdem. :D 



Udało mi się też dotrzeć na wszystkie egzaminy w mojej szkole języków obcych i nawet je zdać. :D
I tak, po ośmiu latach, skończyłam swoją tamtejszą edukację - o rok wcześniej, niż zamierzałam. 


Na koniec, parę zdjęć z tego tygodnia:

Nauka na spr z pp; jabłko "I love U" należące do E.; pieczemy prezent na Dzień Matki!;
w mojej szatni tak kreatywnie, gdy pada deszcz; michałki tradycyjne - urodziny Końdzia.



A już jutro - postanowienia na nowy tydzień --> w innej formie, niż zwykle, bo z różnych powodów nie będę mogła realizować ich tak, jak to miało miejsce dotąd. 
Zresztą, zobaczycie sami! 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę miłej niedzieli! :D